czy zdołasz poznać otchłań
te gwiazdozbiory milczenia na dnie oka?
Z najdalszych przypuszczeń
musisz upleść sznur
związać echo
i iść
samotność zniszczy ci piersi
i choć z dna labiryntu
będziesz wołał
- Nadaremnie!
- Nadaremnie!
musisz znaleźć najmniejszy skrawek błękitu
bo tylko w ten sposób
będziesz mógł
zrozumieć otchłań
czwartek, 5 grudnia 2013
wtorek, 3 grudnia 2013
***
znowu dodajesz
alfabet smutku do łez gorzkich
loty ciche sny wyblakłe
to twój cały majątek
jeszcze przeżegnasz się
i zasmucisz
jak cierń wschodzący kroplą rosy
alfabet smutku do łez gorzkich
loty ciche sny wyblakłe
to twój cały majątek
jeszcze przeżegnasz się
i zasmucisz
jak cierń wschodzący kroplą rosy
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Miłość z fin siècle’u
wymyśliłem Cię nocą
w nieznanej konstelacji
i na strzępie papieru
tam wołanie twoje
przy nim zapomniałem o świecie
i stała się chwila nieskończoności
zbyt wielka abyśmy ją mogli pomieścić
w naszych sercach i umysłach
Więc to jeszcze szczęście?
ten ból obnoszony
po sennych ulicach mojego miasta
gdzie klasztor Dom Starców
i wszystkie wiosny zakwitają
Z twoim uśmiechem trzeba się urodzić
gdy na niebie jutrzenka
a droga moja w góry
bliżej ptaków
i na wspomnienie łez otartych
w Edenie gdzie romantyzm z końca epoki
przybiera formę miłości cierpliwej
i tylko Bogu smutno
że wytworzył ten układ iskrzący
na próbę charakteru
co jeszcze nie połamany
na pieśń
o początku i końcu
w nieznanej konstelacji
i na strzępie papieru
tam wołanie twoje
przy nim zapomniałem o świecie
i stała się chwila nieskończoności
zbyt wielka abyśmy ją mogli pomieścić
w naszych sercach i umysłach
Więc to jeszcze szczęście?
ten ból obnoszony
po sennych ulicach mojego miasta
gdzie klasztor Dom Starców
i wszystkie wiosny zakwitają
Z twoim uśmiechem trzeba się urodzić
gdy na niebie jutrzenka
a droga moja w góry
bliżej ptaków
i na wspomnienie łez otartych
w Edenie gdzie romantyzm z końca epoki
przybiera formę miłości cierpliwej
i tylko Bogu smutno
że wytworzył ten układ iskrzący
na próbę charakteru
co jeszcze nie połamany
na pieśń
o początku i końcu
niedziela, 1 grudnia 2013
***
Moje małe smutki
I łzy i westchnienia
Jakie nimi ogarnąć
Świat co imię zmienia
W jakie konfiguracje
W jakie zbiory myśli
Poukładać to wszystko
Co się we śnie nie wyśni
Jaką czasu kruszyną
Jaką bezwietrzną ciszą
Zwierzętom i ptakom powiedzieć
I pomnikom co słyszą
Jaką muzyką zieleń
A jaką biel sławić
Jaką się zamyśleć jaką się zastawić
Jaką chryzelefantyną
Grecję uczcić cała
Bo „callos kay agatos”
Znaczy doskonałość
Jakie słowa znaleźć
Aby wystarczyło
I na chwałę Bożą
I na ziemską miłość
Tak wiele różnych pytań
I odpowiedzi wiele
I łzy i westchnienia
Jakie nimi ogarnąć
Świat co imię zmienia
W jakie konfiguracje
W jakie zbiory myśli
Poukładać to wszystko
Co się we śnie nie wyśni
Jaką czasu kruszyną
Jaką bezwietrzną ciszą
Zwierzętom i ptakom powiedzieć
I pomnikom co słyszą
Jaką muzyką zieleń
A jaką biel sławić
Jaką się zamyśleć jaką się zastawić
Jaką chryzelefantyną
Grecję uczcić cała
Bo „callos kay agatos”
Znaczy doskonałość
Jakie słowa znaleźć
Aby wystarczyło
I na chwałę Bożą
I na ziemską miłość
Tak wiele różnych pytań
I odpowiedzi wiele
Wzięte z modlitwy
Są kultury stare
I są zadziwienia
Jest stałość w doskonałości
I świat co się zmienia
Czy z trudów herkulejskich
Czy z modlitwy natchnienia
Zamknięte wieko wspomnień
Najwięcej w nim mówienia
Moc cisz nieodgadnionych
Z gminu czy ze szlachty
Zna wszystkie ludzkie serca
I dobroć i konszachty
I obdziela i oddziela
To jest Prawo Stworzyciela
Co kto orze co kto sieje
Wiatr zapyli deszcz podleje
To są me pisania plany
Chcę przerobić świat szalony
Aby chleba było dość
Żeby w więzieniu ziemi nieba wolność nosić
I aby cichym powiewem
Chlebem łączyć ziemię z niebem
By wierni chleba zjadacze
Wiedzieli czym świat cieszy się
Czym płacze
A to moje pisanie
Modlitwa przeniesiona
A kto mnie do pisania natchnął?
- iskra Boża – Ikona
By siebie światu przysporzyć
Trzeba umrzeć
Aby ożyć
I są zadziwienia
Jest stałość w doskonałości
I świat co się zmienia
Czy z trudów herkulejskich
Czy z modlitwy natchnienia
Zamknięte wieko wspomnień
Najwięcej w nim mówienia
Moc cisz nieodgadnionych
Z gminu czy ze szlachty
Zna wszystkie ludzkie serca
I dobroć i konszachty
I obdziela i oddziela
To jest Prawo Stworzyciela
Co kto orze co kto sieje
Wiatr zapyli deszcz podleje
To są me pisania plany
Chcę przerobić świat szalony
Aby chleba było dość
Żeby w więzieniu ziemi nieba wolność nosić
I aby cichym powiewem
Chlebem łączyć ziemię z niebem
By wierni chleba zjadacze
Wiedzieli czym świat cieszy się
Czym płacze
A to moje pisanie
Modlitwa przeniesiona
A kto mnie do pisania natchnął?
- iskra Boża – Ikona
By siebie światu przysporzyć
Trzeba umrzeć
Aby ożyć
czwartek, 28 listopada 2013
***
Nim uśpi mnie zmierzch wieczorny
Nim zorza budzić będzie
Znowu chcę być nigdzie
Znowu chcę być wszędzie
Jakieś jesienie zimy
Piękne jak malowane
Ktoś zamyka furtkę
Aby otworzyć bramę
A ktoś się zamknął w sobie
I honorowo czeka
Zapomniał że świat nic nie wart
Gdy się zapomni człowieka
Nim zorza budzić będzie
Znowu chcę być nigdzie
Znowu chcę być wszędzie
Jakieś jesienie zimy
Piękne jak malowane
Ktoś zamyka furtkę
Aby otworzyć bramę
A ktoś się zamknął w sobie
I honorowo czeka
Zapomniał że świat nic nie wart
Gdy się zapomni człowieka
***
Jeśli ktoś wspomni moje imię
Czy nikły uśmiech ono wzbudzi
Niech wie, że żyję dla słowa
Niech wie, że umieram dla ludzi
Jeśli już będę po tamtej stronie świec i niepokory
Wiedzcie żem był gorącego serca
I że z miłości jestem chory
A jeśli ksiądz mój wiersz przeczyta
I wplecie moją myśl w homilię
Na całą wieczność mi to starczy
Bo nikt i wszyscy moje imię
Czy nikły uśmiech ono wzbudzi
Niech wie, że żyję dla słowa
Niech wie, że umieram dla ludzi
Jeśli już będę po tamtej stronie świec i niepokory
Wiedzcie żem był gorącego serca
I że z miłości jestem chory
A jeśli ksiądz mój wiersz przeczyta
I wplecie moją myśl w homilię
Na całą wieczność mi to starczy
Bo nikt i wszyscy moje imię
wtorek, 26 listopada 2013
***
Z niebios dalekich głos słyszę
Głos ten mym patronem
To ja dla słowa się urodziłem
I dla słowa skonam
Bo pośród cisz ogromnych
I tak samo w burzach
Żyję dla głosu i słowa
Co niebo i czoło rozchmurza
Jacyś dawni poeci
Zlatują w wiersza światy
Dla nich me serce kołacze
I dla chwili pisania skrzydlatej
Z niebios dalekich głos słyszę
W nim rodzę się i umieram
I kocham ten głos ponad wszystko
W nim moja żywa litera
Głos ten mym patronem
To ja dla słowa się urodziłem
I dla słowa skonam
Bo pośród cisz ogromnych
I tak samo w burzach
Żyję dla głosu i słowa
Co niebo i czoło rozchmurza
Jacyś dawni poeci
Zlatują w wiersza światy
Dla nich me serce kołacze
I dla chwili pisania skrzydlatej
Z niebios dalekich głos słyszę
W nim rodzę się i umieram
I kocham ten głos ponad wszystko
W nim moja żywa litera
poniedziałek, 25 listopada 2013
Śnieżynka
Ten wiersz cicho się pisze
Czy wspomnisz go zapamiętasz?
Śnieżynka jedna maleńka
I zimowy cmentarz
Wiele śnieżynek na świecie
Tobie ta jedna została
Na bezpowrotność życia
Niepowtarzalna i mała
O śnieżynce dziś piszę
Taki jest życia bieg
„marność nad marnościami”
I topniejący śnieg
Czy wspomnisz go zapamiętasz?
Śnieżynka jedna maleńka
I zimowy cmentarz
Wiele śnieżynek na świecie
Tobie ta jedna została
Na bezpowrotność życia
Niepowtarzalna i mała
O śnieżynce dziś piszę
Taki jest życia bieg
„marność nad marnościami”
I topniejący śnieg
niedziela, 24 listopada 2013
Cisza
Cisza we mnie wezbrała
A cisz znam ci dużo
Tych nawet co siebie nie znają
Nie wiedzą czy rządzą czy służą
Nie sztuka bawić się słowem
Rymy pisać gładkie
Lecz sztuka w męstwie milczenia
Widzieć wieczności zadatki
Trzeba człowiecze sprawy
Długo ważyć w sobie
Aż się przesilą w słowo
Myśl znajdą nie ku ozdobie
Myśli ludzkie są różne
Raz jak krzyk ptaka przed świtem
Raz jak mgła w sadzie wiosennym
Marzeniem cichym spowitym
Świat dzisiaj woli rządzić
A prosić nie umie
A ja ciszę zbieram
Raz w samotności raz w tłumie…
A cisz znam ci dużo
Tych nawet co siebie nie znają
Nie wiedzą czy rządzą czy służą
Nie sztuka bawić się słowem
Rymy pisać gładkie
Lecz sztuka w męstwie milczenia
Widzieć wieczności zadatki
Trzeba człowiecze sprawy
Długo ważyć w sobie
Aż się przesilą w słowo
Myśl znajdą nie ku ozdobie
Myśli ludzkie są różne
Raz jak krzyk ptaka przed świtem
Raz jak mgła w sadzie wiosennym
Marzeniem cichym spowitym
Świat dzisiaj woli rządzić
A prosić nie umie
A ja ciszę zbieram
Raz w samotności raz w tłumie…
***
Bo ty jesteś szczebiot ptaków
I kwiecie i listowie
I komplement z gwiazdy najdalszej
Który noc opowie
A noc to przecież poezja
I chwile ukochane
Kiedy Gałczyńskim jesteś trochę
A trochę Leśmianem
Jesteś też trochę ciszą
Na instrument dęty
I echem z dalekiej wyspy
W tym wierszu zaklętym
Jesteś książką kochaną
I markownikiem pocztowym
I wiesz że nie wszystko jest wszystkim
Jak mówi ksiądz znajomy
A księdza to na Księżycu
Nawet można spotkać
Kiedy się w noc gwiaździstą
Błąkasz po opłotkach
Ale zostawmy Księżycowi
To co księżycowe
Przecież jest noc i poezja
Pisana od serca i głowy
I kwiecie i listowie
I komplement z gwiazdy najdalszej
Który noc opowie
A noc to przecież poezja
I chwile ukochane
Kiedy Gałczyńskim jesteś trochę
A trochę Leśmianem
Jesteś też trochę ciszą
Na instrument dęty
I echem z dalekiej wyspy
W tym wierszu zaklętym
Jesteś książką kochaną
I markownikiem pocztowym
I wiesz że nie wszystko jest wszystkim
Jak mówi ksiądz znajomy
A księdza to na Księżycu
Nawet można spotkać
Kiedy się w noc gwiaździstą
Błąkasz po opłotkach
Ale zostawmy Księżycowi
To co księżycowe
Przecież jest noc i poezja
Pisana od serca i głowy
sobota, 23 listopada 2013
***
Jest taka wyspa cudowna
Na mapie zapomnianej
Polecieć tam można tylko
Latającym dywanem
Tam mieszkają bliźniaki
Wesołe basałyki
Każdy inny z nich trochę
I innej słucha muzyki
Kastor i Polidentes
One się nazywają
Te niepodobne bliźniaki
Żywią się papają
Papaja to drzewo chlebowe
Afrykańskim melonem zwane
Kto chce skosztować niech leci
Latającym dywanem
Polidentes to geniusz
Kastor lubił średniaczył
Cenił zdrowy rozsądek
Nie chciał świata naprawiać ani przeinaczać
Geniusz Polidentesa zaś
Na tym polegał między innymi
Że mógł się wcielać w największych
Którzy chodzili po ziemi
W dziedzinie sztuki nauki
I jaka by tam nie była
Wnosił coś zawsze nowego
Nowe odkrywał prawidła
W filozofii jednym wskazał gestem
Wątpię więc myślę i bywam
A jak nie bywam też jestem
Lecz kiedy –Eureka- krzyknął Archimedes
Wiadomo było, że będę byłem i znów jestem
W malarstwie na przykład
Jakże można inaczej
Monie Lizie Leonarda da Vinci
Wąsy domalować raczył
Bywał również Szekspirem
Może i Hamletem
Stawiał światu pytania
I wzdychał –niestety-
Nawet Napoleonowi
Temu Bonaparte
Tłumaczył, że jego wiktorie
Niewiele są warte
Swego Kastora Poidentes
Cenił sobie szalenie
Często go pytał –czy geniusz
To zdroworozsądkowe stwierdzenie?
Na mapie zapomnianej
Polecieć tam można tylko
Latającym dywanem
Tam mieszkają bliźniaki
Wesołe basałyki
Każdy inny z nich trochę
I innej słucha muzyki
Kastor i Polidentes
One się nazywają
Te niepodobne bliźniaki
Żywią się papają
Papaja to drzewo chlebowe
Afrykańskim melonem zwane
Kto chce skosztować niech leci
Latającym dywanem
Polidentes to geniusz
Kastor lubił średniaczył
Cenił zdrowy rozsądek
Nie chciał świata naprawiać ani przeinaczać
Geniusz Polidentesa zaś
Na tym polegał między innymi
Że mógł się wcielać w największych
Którzy chodzili po ziemi
W dziedzinie sztuki nauki
I jaka by tam nie była
Wnosił coś zawsze nowego
Nowe odkrywał prawidła
W filozofii jednym wskazał gestem
Wątpię więc myślę i bywam
A jak nie bywam też jestem
Lecz kiedy –Eureka- krzyknął Archimedes
Wiadomo było, że będę byłem i znów jestem
W malarstwie na przykład
Jakże można inaczej
Monie Lizie Leonarda da Vinci
Wąsy domalować raczył
Bywał również Szekspirem
Może i Hamletem
Stawiał światu pytania
I wzdychał –niestety-
Nawet Napoleonowi
Temu Bonaparte
Tłumaczył, że jego wiktorie
Niewiele są warte
Swego Kastora Poidentes
Cenił sobie szalenie
Często go pytał –czy geniusz
To zdroworozsądkowe stwierdzenie?
czwartek, 21 listopada 2013
gorzki ogień
poezja – choć ciągle pod górę
pytania nie zdiagnozowane
które ból jedynie
do opamiętania przywołuje
wiersz wyobcowany
bo bez rymu
kazanie w kościele
fiołkowe i przypomina
niemowlęctwo
czytam lekturę powszechną co dla łez
tylko oczy ochrania
patrzących sercem a więc
prawdziwie
choć brzmienie niedoskonałe
bo piękno nie kształtem miłości jest
ale pielęgnowaniem
rany
i ognia gorzkiego
pytania nie zdiagnozowane
które ból jedynie
do opamiętania przywołuje
wiersz wyobcowany
bo bez rymu
kazanie w kościele
fiołkowe i przypomina
niemowlęctwo
czytam lekturę powszechną co dla łez
tylko oczy ochrania
patrzących sercem a więc
prawdziwie
choć brzmienie niedoskonałe
bo piękno nie kształtem miłości jest
ale pielęgnowaniem
rany
i ognia gorzkiego
środa, 20 listopada 2013
Nie mogłem przyjść
nie mogłem przyjść
miałem wiele cisz do spełnienia
tak nieudane są oczekiwania
świat się ciągle obraca
logika wzrostu jest jeszcze prawdą
(mam nadzieję że nie zgubioną ostatecznie)
myślałem o przetrwaniu
oby było najliczniejsze
nie mogłem przyjść
miałem wiele cisz do spełnienia
tak nieudane są oczekiwania
świat się ciągle obraca
logika wzrostu jest jeszcze prawdą
(mam nadzieję że nie zgubioną ostatecznie)
myślałem o przetrwaniu
oby było najliczniejsze
nie mogłem przyjść
wtorek, 19 listopada 2013
Bizancjum
to bizantyjska mozaika
z niedopowiedzeń złożona
są tam mity wodzowie
i bizantyjska ikona
ileż tam kolorów
ileż tam wibracji
tam cały wszechświat zaklęty
w duchu konstelacji
trudno świętych wymieniać
bo tam modlitwa płynie
i choć to tylko powierzchnia
czujesz ją w duszy głębinie
to największa pochwała
człowieczego losu
migocze inkantacja
jak głos dodany do głosu
to jest wielkość bizancjum
jak najstarsze dzwony
i świat sztuki tak wysoki
jak najniższe ukłony
z niedopowiedzeń złożona
są tam mity wodzowie
i bizantyjska ikona
ileż tam kolorów
ileż tam wibracji
tam cały wszechświat zaklęty
w duchu konstelacji
trudno świętych wymieniać
bo tam modlitwa płynie
i choć to tylko powierzchnia
czujesz ją w duszy głębinie
to największa pochwała
człowieczego losu
migocze inkantacja
jak głos dodany do głosu
to jest wielkość bizancjum
jak najstarsze dzwony
i świat sztuki tak wysoki
jak najniższe ukłony
poniedziałek, 18 listopada 2013
miłość poznaje się po uśmiechu
miłość poznaje się po uśmiechu
ona rozlewa się szeroko
w rysunku zamaszystym
w spojrzeniu dookoła
w pejzażu tego lata
w skomleniu psa
- Bo widzi pani kiedy prawdziwy mężczyzna
pokocha gwiazdozbiory nostalgicznych dali
to nie grzeszy
albo kiedy malarz pokocha czerń i fiolet
kiedy naczynie poezji bliskie jest przelania
kiedy wszystko jest nic
kiedy nigdy znaczy zawsze
- Bo widzi pani miłość jest prosta
jak meandry życia
jak łożysko rzeki
jak włócznia Norwidowa
czy jednorożec z Arras
jak trud istnienia
- miłość przychodzi
wtedy kiedy się niczego nie pragnie
każda chwila jest niespodzianką
dla takich chwil umierają gwiazdy i kolory
dla takich chwil rodzą się komety
z ucieczki barw i zapachów powstaje
przedmiot
najzwyklejsze są świadectwem obłędu
rozumieją to nieliczni i rozdają bez rachuby
to nieważne którą klasą podróżował Gandhi
ale ważne że zawsze się uśmiechał
miłość poznaje się po uśmiechu
ona rozlewa się szeroko
w rysunku zamaszystym
w spojrzeniu dookoła
w pejzażu tego lata
w skomleniu psa
- Bo widzi pani kiedy prawdziwy mężczyzna
pokocha gwiazdozbiory nostalgicznych dali
to nie grzeszy
albo kiedy malarz pokocha czerń i fiolet
kiedy naczynie poezji bliskie jest przelania
kiedy wszystko jest nic
kiedy nigdy znaczy zawsze
- Bo widzi pani miłość jest prosta
jak meandry życia
jak łożysko rzeki
jak włócznia Norwidowa
czy jednorożec z Arras
jak trud istnienia
- miłość przychodzi
wtedy kiedy się niczego nie pragnie
każda chwila jest niespodzianką
dla takich chwil umierają gwiazdy i kolory
dla takich chwil rodzą się komety
z ucieczki barw i zapachów powstaje
przedmiot
najzwyklejsze są świadectwem obłędu
rozumieją to nieliczni i rozdają bez rachuby
to nieważne którą klasą podróżował Gandhi
ale ważne że zawsze się uśmiechał
miłość poznaje się po uśmiechu
niedziela, 17 listopada 2013
***
Najstraszniejsze w tym co nas czeka
to przeszłość, która jest w nas
Zdarte kartki kalendarza
powtórzą tożsamość liryczną
z dalekiego echa czasu
Albowiem czas jest jedyną tożsamością
w zagubieniu fenomenologów
Oni bumerangi myśli znajdują w rocznicach
kiedy otworzono im żywe serca
Wszystko cokolwiek robili
nie wymagało przymiotnika „prawdziwy”
Albowiem prawdziwe po prostu jest
To czas absolutny poezji
Pragnąłeś być bliżej czystego cierpienia
a byłeś dalej
Otwierałeś milczące trumny czasu
a było ich nieskończenie mało
aż zrozumiałeś
że przybliża cię to – co cię oddala
to przeszłość, która jest w nas
Zdarte kartki kalendarza
powtórzą tożsamość liryczną
z dalekiego echa czasu
Albowiem czas jest jedyną tożsamością
w zagubieniu fenomenologów
Oni bumerangi myśli znajdują w rocznicach
kiedy otworzono im żywe serca
Wszystko cokolwiek robili
nie wymagało przymiotnika „prawdziwy”
Albowiem prawdziwe po prostu jest
To czas absolutny poezji
Pragnąłeś być bliżej czystego cierpienia
a byłeś dalej
Otwierałeś milczące trumny czasu
a było ich nieskończenie mało
aż zrozumiałeś
że przybliża cię to – co cię oddala
sobota, 16 listopada 2013
Pani Jadwiga
Pamięci Jadwigi Budzisz-Buynowskiej
- malarki kwidzyńskiej
Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
więć ten strzęp ciała
to jeszcze człowiek
ona jeszcze czuje
gada
choć do siebie
(pewnie dba o dobre towarzystwo)
papierem wyciera
kąciki ust
bezzębna
a jednak posila się dobrym słowem
i dobre słowo rozdaje
i maluje
choć prawie ślepa
jedno oko wystarczy
aby oddać wszystkie wymiary
wieczności
bo Dom Opieki Społecznej
to wieczność
młodość to konie
cienka porcelana i mąż znany artysta
salon
później przesłuchania przez gestapo
za polskość
i przez UB za niemieckość
teraz gada do siebie
i jednym okoiem patrzy
jak przez mgłę
- Pan jeszcze przyjdzie do mnie, prawda?
Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
jakość
- malarki kwidzyńskiej
Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
więć ten strzęp ciała
to jeszcze człowiek
ona jeszcze czuje
gada
choć do siebie
(pewnie dba o dobre towarzystwo)
papierem wyciera
kąciki ust
bezzębna
a jednak posila się dobrym słowem
i dobre słowo rozdaje
i maluje
choć prawie ślepa
jedno oko wystarczy
aby oddać wszystkie wymiary
wieczności
bo Dom Opieki Społecznej
to wieczność
młodość to konie
cienka porcelana i mąż znany artysta
salon
później przesłuchania przez gestapo
za polskość
i przez UB za niemieckość
teraz gada do siebie
i jednym okoiem patrzy
jak przez mgłę
- Pan jeszcze przyjdzie do mnie, prawda?
Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
jakość
piątek, 15 listopada 2013
***
Weź tę nitkę wczorajszą
I niegdysiejszy wzór wyszyj
Nie dedykuj go nikomu
Może być wszystkich i niczyj
Niech będzie jak ten wiersz
Niech będzie jak dzień spełniony
Niech w nim będą rozmowy
Niech w nim będą ukłony
Niech będzie uroczyście
Niech będzie zielono i biało
Niech będzie jak w tym wierszu
Cząstka jakaś i całość
I niech będzie Ariadna
Niech będzie Ariadna
Niech będzie całe życie
Co zabłyśnie i zgaśnie
Ja po nitce do kłębka
Zawsze dojdę jakoś
Bo wiem kto ceni ilość
A kto dba o jakość
I niegdysiejszy wzór wyszyj
Nie dedykuj go nikomu
Może być wszystkich i niczyj
Niech będzie jak ten wiersz
Niech będzie jak dzień spełniony
Niech w nim będą rozmowy
Niech w nim będą ukłony
Niech będzie uroczyście
Niech będzie zielono i biało
Niech będzie jak w tym wierszu
Cząstka jakaś i całość
I niech będzie Ariadna
Niech będzie Ariadna
Niech będzie całe życie
Co zabłyśnie i zgaśnie
Ja po nitce do kłębka
Zawsze dojdę jakoś
Bo wiem kto ceni ilość
A kto dba o jakość
czwartek, 14 listopada 2013
na wieczną rzeczy pamiątkę...
kto
kogo wymyśla?
mityczne
malarstwo
mityczne
przeżycia
tysiączne
przebudzenia
milionowe
zaśnięcia
równina
sprzed wieków
na
horyzoncie góry
pierwszy
płatek śniegu
na
szybie mojego pokoju
wpisany
w naszą miłość
uśmiechem
bezkrwistym
powitany
powściągliwą
namiętnością
tak
gorące są te płatki śniegu
każą
pamiętać
o
lemieszach książkach rzekach płynących
płatki
zawirowały – muzykują w powietrzu
to
twoje dotyki
błagalne
sprzed lat
to
miłość zaledwie
w
wysmukłym kielichu poezji
zahartowana
w przeciwnościach
pogodzona
tylko
zechcieć Rzymu i Krymu
owsa
i ryżu
w
naczyniach codzienności
ta
sama modlitwa
najciszej
woła
na
święta kościelne
rocznice
przeczute
na
wieczną rzeczy pamiątkę...
środa, 13 listopada 2013
***
wiersz
najciszej próbuje dotknąć bieli
bo
słowo można toczyć
tylko
pod górę
pejzaż
za oknem podobnieje
a
szary śnieg
pada
wciąż
na
ten sam
kopiecwtorek, 12 listopada 2013
***
dłonie Dürera
serce modlitwy
kto tak składa
architekturę rąk starca
w ekstazie oczekiwań
co
za zieloną monstrancją przyrody
czego tchnienie dotyka
co jeszcze może być dopełnieniem
którego nie nazywają
najwyżej zawieszone
błękity
serce modlitwy
kto tak składa
architekturę rąk starca
w ekstazie oczekiwań
co
za zieloną monstrancją przyrody
czego tchnienie dotyka
co jeszcze może być dopełnieniem
którego nie nazywają
najwyżej zawieszone
błękity
poniedziałek, 11 listopada 2013
Hymn
„…jeszcze
Polska nie zginęła…”
Jeszcze
nas trochę zostało
Choć
umieramy za dużo
I
żyjemy za mało
Jeszcze
nuta polskiego błękitu
Jeszcze
za śpiew kurpiowski
Jeszcze
stajemy na baczność
„…z
ziemi włoskiej do Polski…”
Nie
damy się zjeść rozpaczy
Choć
podzielone dziś zdania
Jeszcze
się serca skrzykną
„…dla
Ojczyzny ratowania…”
Polska
Jagiellonów i Piastów
Ta
święta i amarantowa
„…nas
przemoc obca nie weźmie…”
Do
nieba pójdą te słowa
***
tysiąc
złotych Midasów
otwiera
drzwi jesieni
kto
przeliczy
kolory
liści
na
których
późny
Rembrandt
znajdował
swój
uśmiech
sobota, 9 listopada 2013
w zagubionej linii rysunku
w
zagubionej linii rysunku
budzą
się pory roku
- to
nazywanie zagubień
kiedy
odległe jest przy mnie
jak –
wiersz
jak –
proza
niedookreślenia
cykliczne
wymawiać
trzeba
wiatr
powietrze
pozasłowia
obrotów mijają
jak
wszystkie dobre intencje
obroty
obroty
wiosna
lato
jesień
zima
w
zagubionej linii rysunkuPrzemilczenia
Są
takie przemilczenia
Na
jesienne wieczory
Gdy
cały świat obojętny
A
tyś z miłości chory
Lekarstwa
łykasz w porcjach
Rozmawiasz
o czymkolwiek
I
ciągle zadajesz pytania
Jaki
współczesny jest człowiek?
Komputer
mailowanie
Telefoniczna
komórka
A
ty wiersz prosty piszesz
Na
skraju swego biurka
Nie
chcesz podzielnej uwagi
Nie
chcesz loterii układów
Starczą
ci proste rymy
Do
książkowego składu
Są
takie przemilczenia
Jak
liście jesienne na drzewie
I
pochylenia nad wierszem
Czy
wie świat o tym czy nie wiem?
czwartek, 7 listopada 2013
Serce na temblaku
Znów noszę serce na temblaku
Znowu się radzę gwiazd zodiaku
Znowu wspominam coś ze snu
Znów jestem wszędzie a nie tu
Więc nie szukajcie mnie w tym wierszu
Lecz w błyskawicy i chmur nadejściu
Ten błysk przez wieki wołać będzie
Że jestem tu wcale nie wszędzie
Choć nieraz ciężko żyć na Ziemi
Gdzie gadułami są wszyscy niemi
Gdzie stare grzechy nowe winy
Nie z obiektywnej zawsze przyczyny
Kiedyś wyproszę wprost u Słońca
Okoliczności łagodzące
By serca wasze zdjąć z temblaka
O to się modlę o to błagamśroda, 6 listopada 2013
Do taty
Wypiłbym z tobą tato
Po naparstku miodówki
Pomilczał popatrzył
Połamał się słówkiem
Przegryzł jakimś pierniczkiem
Bez aluzji głębokich
I zobaczył w twych oczach
Świat życia szeroki
Lubiłeś literaturę
Polowanie na temat
Ale ty przecież umarłeś
Ciebie przy mnie nie ma
Więc do licha z miodówką
Z piernikiem do syta
Może ty w siódmym niebie
To co ja piszę czytasz
wtorek, 5 listopada 2013
poezja umiera biało
poezja
umiera biało
zostawia
pozostałym złudzenie materii
odchodzi
bezsłownie
zasłuchana
w śpiew
z
dalekich archipelagów
Jest
białą kartką
nie
krzyczy
i nie
żali się
podobna
do cieni w Hiroszimie
i
stert włosów w Oświęcimiu
samotnie
odwiedza cmentarz
stoi
przy grobach
patrzy
na świeżo wykopany dół
myśli
o kierowaniu bronią nuklearną
ze
stacji przy orbicie
staje
się coraz bardziej podobna
do
westchnień z Apokalipsy
tak
mało rozumie
męczy
się dociekliwością
dręczy
troską
rzadko
usiłuje się zbliżyć
poraniona
bólem współczesnym
poznała
co daremne
straciła
znaczenie
ze
szlaku białej wędrówki
patrzy
na mądrość ludową i pozory
timbrem
ciszy się staje
poezja
umiera białoponiedziałek, 4 listopada 2013
czemu?
czemu
wolności najwięcej w więzieniach
normalności w szpitalach
psychiatrycznych
czemu
w cząstkach najwięcej całości
czemu
kolorów tęczy należy szukać
w czerni i bieli
czemu
smutek nie podzielony na
modlitwę błagalną
i sen
czemu
rzemiosło koślawych liter
chce konkurować z opanowaniem
przestrzeni
międzygwiezdnej
cóż
wart jest nasiąknięty bólem
wiersz – to pisanie za wdowi grosz
cięższe niż wszystkie
żyły srebra
niedziela, 3 listopada 2013
***
Nie
uciekaj wbrew rzekom
One
nie zostawiają wiadomości
Ani
w zakolach ani na prostych
Raczej
przebieraj w gestach
Ludzi
którzy odeszli
I
z którymi dzisiaj łamiesz się milczeniem
Bez
lęku myśl o śmierci nakładającej ostatnią maskę
Nie
bój się
Twoi
przodkowie polegli abyś mógł to pisać
Dźwigasz
w sobie ciężki kamień z błędnych snów
Nie
lękaj się
Jeszcze
nie wszystkie brzaski i zachody słońca
Zostały
osaczone przez fałszywą mitologię pieniądza i koszmary sennesobota, 2 listopada 2013
***
Została po moim ojcu
żelazna
porcja wspomnień
i
menażka łez
też
i ordery, które nie ubiegały się o dobrze płatne etaty
niespełnienia
ich pragnień i krwi
choć
tyle lat minęło latają
nad
Polską orłami wędrownymi i przednimi
przysiadają
na skałach jak znaki z zaświatów
niosą
w sobie tysięczne zawołania zapiekłej krzywdy
niepogodzenia
innego niż na monetach
popatrzymy
w niebo któregoś
pogodnego
dnia i uśmiechniemy się do nichpiątek, 1 listopada 2013
Życie i śmierć
Nowa fraza się budzi
I myśl do bólu rozpięta
Z jednej strony życie
Z drugiej strony cmentarz
Czy życia, czy cmentarza
ja jestem dłużnikiem?
Czy jestem losu wybrańcem
Czy człowiekiem – nikim?
Pamiętam ciszę cmentarza
I na balu orkiestrę
Jedno mnie ucieszyło
A nad drugim westchnę
Ciągle życie i śmierć spotykam
Na granicy wąskiej
Czy to szarfa pogrzebna?
Czy balowa wstążka?
środa, 30 października 2013
Gwiazdy
Kogo z kim dziś gwiazdy złączą?
Komu prześlą myśl kojącą?
Komu spokój cichy dadzą?
Dokąd wiersz mój poprowadzą?
Czy dzieciństwo czy wiek stary
Czy też z tarczą czy na tarczy
Czy to w tańcu czy w modlitwie
Gwiazdy wiedzą to najciszej
I z najdalszej mgławicy marzeń
Przesyłają światło – rysy matczynej twarzy
wtorek, 29 października 2013
Kawałek kredy
Trzeba
się urodzić
do wszystkich
chwil umierania
świat
jeden – planeta jedyna i nieodwracalna
Cóż
dam wam oprócz serca
rośliny
w owoce obfite
wodzące
mnie na pokuszenie?
Nie
umiem czytać waszych przeznaczeń – ptaki
i choć
staram się myśleć o was najciszej jak tylko potrafię
- i wierzę,
że wy też tak o mnie myślicie
cóż
może ten wiersz, który nigdy
nie
będzie mapą waszych przelotów
i
choć to pisanie
jak serce
węża dba zawsze
o
dobre towarzystwo
jest
jak oścień mój
wraz
z tym wierszem spisany na straty.
Ocalcie
proszę
maleńki
kawałek kredy
to dla
was wyjście ze wszystkich szkół
do wieczystej
tożsamości.
Do tego,
że trzeba się urodzić
i wiedzieć,
że poza logiką nie tylko obłęd
ale i
litery zielone – tęcza wśród burzy
i wśród
zapomnianego
Wieczny
i Biały Ptak pamięci
poniedziałek, 28 października 2013
***
Znów
słowa uparcie nawlekam
Od
człowieka do człowieka
Znowu
wychodzę od intencji
Znowu
historii zbroja chrzęści
Znowu
pokochać chcę nielubiane
Znowu
w znajomą pukam bramę
Znowu
rozmowy jakieś strzępy
Znowu
rycerski duch nieulękły
Dla
was spisuję słowa proste
Jak
międzyludzkie błękitne mostyniedziela, 27 października 2013
***
Są
takie słowa stare
I
zapomniane gesty
I
nie wiesz czy wiersz się pisze?
Czy
listowie szeleści?
Jakaś
fraza ulotna
W
pamięci się budzi
I
już ksiądz Jan Twardowski
„…śpieszy
się kochać ludzi…”
Czy
poezja jest sztuką?
Czy
to zwyczajne rzemiosło?
Nie
sprzeczajmy się o pióro gołębia
Piszmy
zwyczajnie prosto
Serce
najlepiej dyktuje
Jakie
pisać słowa
Od
zaszczytów pieniędzy mu bliższa
Inteligencja
obiegowa
Ja
wybieram coś dla was
Czy
ktoś mnie wybiera?
Modlę
się by wróciła
Niebieskości
era
Świat
dziś żąda
Nie
umie prosić o lazury
A
wiemy gdzie się zbierają
Ciemne
burzowe chmury
Uczmy
się czytać ciągle
Znaki
rzeczywistości
Serca
często pytajmy
Wie
mądrze i najprościej
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
