czwartek, 28 listopada 2013

***

Nim uśpi mnie zmierzch wieczorny
Nim zorza budzić będzie
Znowu chcę być nigdzie
Znowu chcę być wszędzie
Jakieś jesienie zimy
Piękne jak malowane
Ktoś zamyka furtkę
Aby otworzyć bramę
A ktoś się zamknął w sobie
I honorowo czeka
Zapomniał że świat nic nie wart
Gdy się zapomni człowieka

***

Jeśli ktoś wspomni moje imię
Czy nikły uśmiech ono wzbudzi
Niech wie, że żyję dla słowa
Niech wie, że umieram dla ludzi
Jeśli już będę po tamtej stronie świec i niepokory
Wiedzcie żem był gorącego serca
I że z miłości jestem chory
A jeśli ksiądz mój wiersz przeczyta
I wplecie moją myśl w homilię
Na całą wieczność mi to starczy
Bo nikt i wszyscy moje imię

wtorek, 26 listopada 2013

***

Z niebios dalekich głos słyszę
Głos ten mym patronem
To ja dla słowa się urodziłem
I dla słowa skonam
Bo pośród cisz ogromnych
I tak samo w burzach
Żyję dla głosu i słowa
Co niebo i czoło rozchmurza
Jacyś dawni poeci
Zlatują w wiersza światy
Dla nich me serce kołacze
I dla chwili pisania skrzydlatej
Z niebios dalekich głos słyszę
W nim rodzę się i umieram
I kocham  ten głos ponad wszystko
W nim moja żywa litera

poniedziałek, 25 listopada 2013

Śnieżynka

Ten wiersz cicho się pisze
Czy wspomnisz go zapamiętasz?
Śnieżynka jedna maleńka
I zimowy cmentarz
Wiele śnieżynek na świecie
Tobie ta jedna została
Na bezpowrotność życia
Niepowtarzalna i mała
O śnieżynce dziś piszę
Taki jest życia bieg
„marność nad marnościami”
I topniejący śnieg

niedziela, 24 listopada 2013

Cisza

Cisza we mnie wezbrała
A cisz znam ci dużo
Tych nawet co siebie nie znają
Nie wiedzą czy rządzą czy służą
Nie sztuka bawić się słowem
Rymy pisać gładkie
Lecz sztuka w męstwie milczenia
Widzieć wieczności zadatki
Trzeba człowiecze sprawy
Długo ważyć w sobie
Aż się przesilą w słowo
Myśl znajdą nie ku ozdobie
Myśli ludzkie są różne
Raz jak krzyk ptaka przed świtem
Raz jak mgła w sadzie wiosennym
Marzeniem cichym spowitym
Świat dzisiaj woli rządzić
A prosić nie umie
A ja ciszę zbieram
Raz w samotności raz w tłumie…

***

Bo ty jesteś szczebiot ptaków
I kwiecie i listowie
I komplement z gwiazdy najdalszej
Który noc opowie
A noc to przecież poezja
I chwile ukochane
Kiedy Gałczyńskim jesteś trochę
A trochę Leśmianem
Jesteś też trochę ciszą
Na instrument dęty
I echem z dalekiej wyspy
W tym wierszu zaklętym
Jesteś książką kochaną
I markownikiem pocztowym
I wiesz że nie wszystko jest wszystkim
Jak mówi ksiądz znajomy
A księdza to na Księżycu
Nawet można spotkać
Kiedy się w noc gwiaździstą
Błąkasz po opłotkach
Ale zostawmy Księżycowi
To co księżycowe
Przecież jest noc i poezja
Pisana od serca i głowy

sobota, 23 listopada 2013

***

Jest taka wyspa cudowna
Na mapie zapomnianej
Polecieć tam można tylko
Latającym dywanem
Tam mieszkają bliźniaki
Wesołe basałyki
Każdy inny z nich trochę
I innej słucha muzyki
Kastor i Polidentes
One się nazywają
Te niepodobne bliźniaki
Żywią się papają
Papaja to drzewo chlebowe
Afrykańskim melonem zwane
Kto chce skosztować niech leci
Latającym dywanem
Polidentes to geniusz
Kastor lubił średniaczył
Cenił zdrowy rozsądek
Nie chciał świata naprawiać ani przeinaczać
Geniusz Polidentesa zaś
Na tym polegał między innymi
Że mógł się wcielać w największych
Którzy chodzili po ziemi
W dziedzinie sztuki nauki
I jaka by tam nie była
Wnosił coś zawsze nowego
Nowe odkrywał prawidła
W filozofii jednym wskazał gestem
Wątpię więc myślę i bywam
A jak nie bywam też jestem
Lecz kiedy –Eureka- krzyknął Archimedes
Wiadomo było, że będę byłem i znów jestem
W malarstwie na przykład
Jakże można inaczej
Monie Lizie Leonarda da Vinci
Wąsy domalować raczył
Bywał również Szekspirem
Może i Hamletem
Stawiał światu pytania
I wzdychał –niestety-
Nawet Napoleonowi
Temu Bonaparte
Tłumaczył, że jego wiktorie
Niewiele są warte
Swego Kastora Poidentes
Cenił sobie szalenie
Często go pytał –czy geniusz
To zdroworozsądkowe stwierdzenie?

czwartek, 21 listopada 2013

gorzki ogień

poezja – choć ciągle pod górę
pytania nie zdiagnozowane
które ból jedynie
do opamiętania przywołuje
wiersz wyobcowany
bo bez rymu
kazanie w kościele
fiołkowe i przypomina
niemowlęctwo
czytam lekturę powszechną co dla łez
tylko oczy ochrania
patrzących sercem a więc
prawdziwie
choć brzmienie niedoskonałe
bo piękno nie kształtem miłości jest
ale pielęgnowaniem
rany
i ognia gorzkiego

środa, 20 listopada 2013


Ryszard Duch - olej na płótnie -

Nie mogłem przyjść

nie mogłem przyjść
miałem wiele cisz do spełnienia
tak nieudane są oczekiwania
świat się ciągle obraca

logika wzrostu jest jeszcze prawdą
(mam nadzieję że nie zgubioną ostatecznie)
myślałem o przetrwaniu
oby było najliczniejsze

nie mogłem przyjść

wtorek, 19 listopada 2013

Bizancjum

to bizantyjska mozaika
z niedopowiedzeń złożona
są tam mity wodzowie
i bizantyjska ikona
ileż tam kolorów
ileż tam wibracji
tam cały wszechświat zaklęty
w duchu konstelacji
trudno świętych wymieniać
bo tam modlitwa płynie
i choć to tylko powierzchnia
czujesz ją w duszy głębinie
to największa pochwała
człowieczego losu
migocze inkantacja
jak głos dodany do głosu
to jest wielkość bizancjum
jak najstarsze dzwony
i świat sztuki tak wysoki
jak najniższe ukłony

poniedziałek, 18 listopada 2013

miłość poznaje się po uśmiechu

miłość poznaje się po uśmiechu
ona rozlewa się szeroko
w rysunku zamaszystym
w spojrzeniu dookoła
w pejzażu tego lata
w skomleniu psa
- Bo widzi pani kiedy prawdziwy mężczyzna
pokocha gwiazdozbiory nostalgicznych dali
to nie grzeszy
albo kiedy malarz pokocha czerń i fiolet
kiedy naczynie poezji bliskie jest przelania
kiedy wszystko jest nic
kiedy nigdy znaczy zawsze
- Bo widzi pani miłość jest prosta
jak meandry życia
jak łożysko rzeki
jak włócznia Norwidowa
czy jednorożec z Arras
jak trud istnienia
- miłość przychodzi 
wtedy kiedy się niczego nie pragnie
każda chwila jest niespodzianką
dla takich chwil umierają gwiazdy i kolory
dla takich chwil rodzą się komety
z ucieczki barw i zapachów powstaje
przedmiot
najzwyklejsze są świadectwem obłędu
rozumieją to nieliczni i rozdają bez rachuby
to nieważne którą klasą podróżował Gandhi
ale ważne że zawsze się uśmiechał
miłość poznaje się po uśmiechu

niedziela, 17 listopada 2013

***

Najstraszniejsze w tym co nas czeka
to przeszłość, która jest w nas
Zdarte kartki kalendarza
powtórzą tożsamość liryczną
z dalekiego echa czasu
Albowiem czas jest jedyną tożsamością
w zagubieniu fenomenologów
Oni bumerangi myśli znajdują w rocznicach
kiedy otworzono im żywe serca
Wszystko cokolwiek robili
nie wymagało przymiotnika „prawdziwy”
Albowiem prawdziwe po prostu jest
To czas absolutny poezji
Pragnąłeś być bliżej czystego cierpienia
a byłeś dalej
Otwierałeś milczące trumny czasu
a było ich nieskończenie mało
aż zrozumiałeś
że przybliża cię to – co cię oddala

sobota, 16 listopada 2013

Pani Jadwiga

Pamięci Jadwigi Budzisz-Buynowskiej 
- malarki kwidzyńskiej

Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
więć ten strzęp ciała
to jeszcze człowiek
ona jeszcze czuje
gada
choć do siebie
(pewnie dba o dobre towarzystwo)
papierem wyciera
kąciki ust
bezzębna
a jednak posila się dobrym słowem
i dobre słowo rozdaje
i maluje
choć prawie ślepa
jedno oko wystarczy
aby oddać wszystkie wymiary
wieczności
bo Dom Opieki Społecznej
to wieczność
młodość to konie
cienka porcelana i mąż znany artysta
salon
później przesłuchania przez gestapo
za polskość
i przez UB za niemieckość
teraz gada do siebie
i jednym okoiem patrzy
jak przez mgłę
- Pan jeszcze przyjdzie do mnie, prawda?
Zabierz jej zęby
nie będzie się śmiała
zabierz jej oczy
nie będzie widziała
jakość

piątek, 15 listopada 2013

***

Weź tę nitkę wczorajszą
I niegdysiejszy wzór wyszyj
Nie dedykuj go nikomu
Może być wszystkich i niczyj
Niech będzie jak ten wiersz
Niech będzie jak dzień spełniony
Niech w nim będą rozmowy
Niech w nim będą ukłony
Niech będzie uroczyście
Niech będzie zielono i biało
Niech będzie jak w tym wierszu
Cząstka jakaś i całość
I niech będzie Ariadna
Niech będzie Ariadna
Niech będzie całe życie
Co zabłyśnie i zgaśnie
Ja po nitce do kłębka
Zawsze dojdę jakoś 
Bo wiem kto ceni ilość
A kto dba o jakość

czwartek, 14 listopada 2013

na wieczną rzeczy pamiątkę...

kto kogo wymyśla?
mityczne malarstwo
mityczne przeżycia
tysiączne przebudzenia
milionowe zaśnięcia
równina sprzed wieków
na horyzoncie góry
pierwszy płatek śniegu
na szybie mojego pokoju
wpisany w naszą miłość
uśmiechem bezkrwistym
powitany
powściągliwą namiętnością
tak gorące są te płatki śniegu
każą pamiętać
o lemieszach książkach rzekach płynących
płatki zawirowały – muzykują w powietrzu
to twoje dotyki
błagalne sprzed lat
to miłość zaledwie
w wysmukłym kielichu poezji
zahartowana w przeciwnościach
pogodzona
tylko zechcieć Rzymu i Krymu
owsa i ryżu
w naczyniach codzienności
ta sama modlitwa
najciszej woła
na święta kościelne
rocznice przeczute
na wieczną rzeczy pamiątkę...


środa, 13 listopada 2013

***

wiersz najciszej próbuje dotknąć bieli
bo słowo można toczyć
tylko pod górę
pejzaż za oknem podobnieje
a szary śnieg
pada wciąż
na ten sam
kopiec

wtorek, 12 listopada 2013

***

dłonie Dürera
serce modlitwy
kto tak składa
architekturę rąk starca
w ekstazie oczekiwań
co
za zieloną monstrancją przyrody
czego tchnienie dotyka
co jeszcze może być dopełnieniem
którego nie nazywają
najwyżej zawieszone
błękity

poniedziałek, 11 listopada 2013

Hymn

„…jeszcze Polska nie zginęła…”
Jeszcze nas trochę zostało
Choć umieramy za dużo
I żyjemy za mało
Jeszcze nuta polskiego błękitu
Jeszcze za śpiew kurpiowski
Jeszcze stajemy na baczność
„…z ziemi włoskiej do Polski…”
Nie damy się zjeść rozpaczy
Choć podzielone dziś zdania
Jeszcze się serca skrzykną
„…dla Ojczyzny ratowania…”
Polska Jagiellonów i Piastów
Ta święta i amarantowa
„…nas przemoc obca nie weźmie…”
Do nieba pójdą te słowa

***

tysiąc złotych Midasów
otwiera drzwi jesieni
kto przeliczy
kolory liści
na których
późny Rembrandt
znajdował
swój uśmiech


sobota, 9 listopada 2013

w zagubionej linii rysunku

w zagubionej linii rysunku
budzą się pory roku
- to nazywanie zagubień
kiedy odległe jest przy mnie
jak – wiersz
jak – proza
niedookreślenia cykliczne
wymawiać trzeba
wiatr
powietrze
pozasłowia obrotów mijają
jak wszystkie dobre intencje
obroty obroty
wiosna
lato
jesień
zima
w zagubionej linii rysunku

Przemilczenia

Są takie przemilczenia
Na jesienne wieczory
Gdy cały świat obojętny
A tyś z miłości chory
Lekarstwa łykasz w porcjach
Rozmawiasz o czymkolwiek
I ciągle zadajesz pytania
Jaki współczesny jest człowiek?
Komputer mailowanie
Telefoniczna komórka
A ty wiersz prosty piszesz
Na skraju swego biurka
Nie chcesz podzielnej uwagi
Nie chcesz loterii układów
Starczą ci proste rymy
Do książkowego składu
Są takie przemilczenia
Jak liście jesienne na drzewie
I pochylenia nad wierszem
Czy wie świat o tym czy nie wiem?

czwartek, 7 listopada 2013

Serce na temblaku

Znów noszę serce na temblaku
Znowu się radzę gwiazd zodiaku
Znowu wspominam coś ze snu
Znów jestem wszędzie a nie tu
Więc nie szukajcie mnie w tym wierszu
Lecz w błyskawicy i chmur nadejściu
Ten błysk przez wieki wołać będzie
Że jestem tu wcale nie wszędzie
Choć nieraz ciężko żyć na Ziemi
Gdzie gadułami są wszyscy niemi
Gdzie stare grzechy nowe winy
Nie z obiektywnej zawsze przyczyny
Kiedyś wyproszę wprost u Słońca
Okoliczności łagodzące
By serca wasze zdjąć z temblaka
O to się modlę o to błagam

środa, 6 listopada 2013

Do taty

Wypiłbym z tobą tato
Po naparstku miodówki
Pomilczał popatrzył
Połamał się słówkiem
Przegryzł jakimś pierniczkiem
Bez aluzji głębokich
I zobaczył w twych oczach
Świat życia szeroki
Lubiłeś literaturę
Polowanie na temat
Ale ty przecież umarłeś
Ciebie przy mnie nie ma
Więc do licha z miodówką
Z piernikiem do syta
Może ty w siódmym niebie
To co ja piszę czytasz


wtorek, 5 listopada 2013

poezja umiera biało

poezja umiera biało
zostawia pozostałym złudzenie materii
odchodzi bezsłownie
zasłuchana w śpiew
z dalekich archipelagów
Jest białą kartką
nie krzyczy
i nie żali się
podobna do cieni w Hiroszimie
i stert włosów w Oświęcimiu
samotnie odwiedza cmentarz
stoi przy grobach
patrzy na świeżo wykopany dół
myśli o kierowaniu bronią nuklearną
ze stacji przy orbicie
staje się coraz bardziej podobna
do westchnień z Apokalipsy
tak mało rozumie
męczy się dociekliwością
dręczy troską
rzadko usiłuje się zbliżyć
poraniona bólem współczesnym
poznała co daremne
straciła znaczenie
ze szlaku białej wędrówki
patrzy na mądrość ludową i pozory
timbrem ciszy się staje
poezja umiera biało

poniedziałek, 4 listopada 2013

czemu?

czemu wolności najwięcej w więzieniach
            normalności w szpitalach
                        psychiatrycznych
czemu w cząstkach najwięcej całości
czemu kolorów tęczy należy szukać
w czerni i bieli
czemu smutek nie podzielony na
            modlitwę błagalną
                        i sen
czemu rzemiosło koślawych liter
            chce konkurować z opanowaniem
                        przestrzeni międzygwiezdnej
cóż wart jest nasiąknięty bólem
            wiersz – to pisanie za wdowi grosz
            cięższe niż wszystkie
            żyły srebra

niedziela, 3 listopada 2013

***

Nie uciekaj wbrew rzekom
One nie zostawiają wiadomości
Ani w zakolach ani na prostych
Raczej przebieraj w gestach
Ludzi którzy odeszli
I z którymi dzisiaj łamiesz się milczeniem
Bez lęku myśl o śmierci nakładającej ostatnią maskę
Nie bój się
Twoi przodkowie polegli abyś mógł to pisać
Dźwigasz w sobie ciężki kamień z błędnych snów
Nie lękaj się
Jeszcze nie wszystkie brzaski i zachody słońca
Zostały osaczone przez fałszywą mitologię pieniądza i koszmary senne

sobota, 2 listopada 2013

***

Została po moim ojcu
żelazna porcja wspomnień
i menażka łez
też i ordery, które nie ubiegały się o dobrze płatne etaty
niespełnienia ich pragnień i krwi
choć tyle lat minęło latają
nad Polską orłami wędrownymi i przednimi
przysiadają na skałach jak znaki z zaświatów
niosą w sobie tysięczne zawołania zapiekłej krzywdy
niepogodzenia innego niż na monetach
popatrzymy w niebo któregoś
pogodnego dnia i uśmiechniemy się do nich

piątek, 1 listopada 2013

Życie i śmierć

Nowa fraza się budzi
I myśl do bólu rozpięta
Z jednej strony życie
Z drugiej strony cmentarz
Czy życia, czy cmentarza
ja jestem dłużnikiem?
Czy jestem losu wybrańcem
Czy człowiekiem – nikim?
Pamiętam ciszę cmentarza
I na balu orkiestrę
Jedno mnie ucieszyło
A nad drugim westchnę
Ciągle życie i śmierć spotykam
Na granicy wąskiej
Czy to szarfa pogrzebna?
Czy balowa wstążka?